me-and-meblog
ksiega gosci

Alfabet marzeń, plany, muzyka, słońce, uśmiech, podróże, słowa...

Bo cała ja to po prostu dwa miasta, dwa życia, ludzie wokół, chwile spędzone z nimi, wypita kawa...

Zobacz, może coś dla siebie znajdziesz...
Pasjonaci Afryki...
(Nie)znajomy K. i jego poezja
wirtualny spacer
okruchy myśli...
literatura i sztuka
perełki
podniebna poezja

Znajomi i nie tylko czyli to, co czytam...
Mart zapiski z podróży zwanej życiem...
uvmania czytając mężczyznę...
Tyna umieć należeć do siebie, to sztuka...!
victoria-s-secret kobieca zmysłowość pozytywna
dea współczesna kobieta...
Z. uśmiechnięcie...
belumbowa milion uśmiechniętych słów...
weira ze względu na kobiecość...
chateau ciekawie...
dexterr wreszcie po męsku...facet...
Kaema wpadam po cichu...
Inezz jak we śnie...
Sarahh lubię tam bywać...
dzika delikatnie...
nocny-anioł bo ja lubię anioły...
Thistle żyć...
lotta optymistycznie...
dkny swobodnie...
samotnosc przetrwana romantyczna inteligencja...
mart_ha miło...
elfica harmonijnie...
felice zakochana kobieta...
mortella ironicznie i zabawnie...
barchetta studencka wrażliwość...
niquolle kobieco...
magic-butterfly magicznie, tak jak lubię...
czarna lukrecja ...była wtedy wiosna
efa tam czas się zatrzymuje...
Rudziutka między laskami cynamonu...
amor vineit... bratnia dusza...:-)
Lady... wrażliwość zaklęta w słowa...
odnalezc-siebie szuka siebie...
blog Krystyny Jandy metafizyka przekazu...
Medi :-) ten kochany optymizm!:-)

  Musiałam... 2010-01-26 21:58:43

...zmienić szablon. Żal mi było tamtego. Bardzo nawet. Ale wygrała ze mną technika. Obrazki z szablonu były na serwerze, który poustawiał blokady. Trudno. Wszystko się wokół mnie zmienia, więc szablon widocznie też musiał ;-)
Póki co, tymczasowo...

Ściskam z mroźnego Gdańska :*


skomentuj (1)


Usłyszeć... 2010-01-19 11:00:01

...od kogoś 'JESTEŚ MOJĄ MOTYWACJĄ' bezcenne...
:*


skomentuj (3)


Promyki świąteczno-noworoczne 2010-01-05 23:01:55

Śpiewa mi właśnie Michael Buble 'I've got the world on a string'...
Nazbierało się znów. I to nie tak, że nie było o czym pisać. Zdania się układały w głowie bardzo szybko. Nawet w danej chwili. Tylko jakoś spokojnego czasu na pisanie było. Po prostu. W każdym razie...

20/12/2009
Kolejny raz, kolejny rok. Takie zimowe wieczory. Przy blasku świec na poddaszu. Przyjazdy, powroty, lądowania, uściski, 'cześć mała', 'daj mi ją do telefonu na chwilę... (...) dobrze cię słyszeć', niespodzianki, saksofon, trio koncertowe, masa rozmów damskich, męskich i damsko-męskich, spojrzenie na męską przyjaźń z bliska, pierwsze prezenty gwiazdkowe, wypowiedziane szeptem 'kocham cię'.
Ładny wieczór mieliśmy wtedy wszyscy. Cała ósemka, młodsza i starsza 'młodzież'...;-)

22/12/2009
Powiedziałam, że błogosławić trzeba te grube drzwi, które poprzestawiały klepki na właściwe tory w myśleniu mojego szefa. I zdania nie zmieniam. Nie wiadomo do dziś, czy to święta, czy wizja meksykańskiego urlopu, czy jeszcze coś innego, ale odmieniło mu się. Prezenty dla biura, świąteczny obiad dla pracowników, podwyżki, małe awanse i umowy na czas nieokreślony.
Kilka gestów, a od razu lepiej się chodzi do pracy. Pomijając kilka niezależnych od nas perypetii zwanych 'łataniem dziur' i 'gaszeniem pożarów'. W pracy jak w pracy. Po prostu. Raz dobrze, raz źle. Takie  życie ;-)

'Nasze prezenty'. Kolejne święta razem. W dedykacji 'największy luksus świata to luksus związków międzyludzkich' i toskańskie słońce.

26/12/2009
Tradycyjnie, na wsi, wśród rodzinki. Był barszcz, ryby, uśmiech dziadka, makowiec babci (najlepszy!), głośno śpiewane kolędy (wykonania z mamą :) ), trafione prezenty, mroźna i roześmiana do granic (fontanna wody i śnieżka) wyprawa na pasterkę.
Cudownie. Jak zawsze tam. Nowe było to uczucie, kiedy przed zaśnięciem myślałam o tym, kiedy przyjdzie mi wyprawić swoją wigilię... Uśmiech na twarzy. Telefon do Niego i wszystkie marzenia, życzenia i myśli mówione przez MY.
Rozleniwienie planowane. Zaległe książki i gazety.

Tęskniłam za Gdańskiem, ale chłonęłam dom.

31/12/2009
Sylwester w pracy to nie jest dobry pomysł i wszyscy pracujący to wiedzą. Pracujący sylwester po długim w noc babskim wieczorze i dwóch butelkach wina to też niezbyt trafna idea. Ale szczytem w tym roku było te intensywne do granic możliwości 8 godzin w biurze. Jakby się uparło. Waliło się i paliło. Wszystko naraz. Dobrze, że była Path już. Ogarnęła Kochana wszystko, co można było pomóc w domu. Moje kobietki spisały się na medal.
O 21 zaczęliśmy świętowanie z K&K. Dobre jedzenie, wspólne gotowanie, drinki, muzyka. Najlepszy po prostu standard. Mimo małego kryzysu pt.chce mi się spać, który szybko minął, o 4 nad ranem byliśmy zdziwieni, że już ta godzina :-) Usypiał nas jazzowy koncert.

3/12/2010
Jeśli rok ma być taki, jak jego pierwsze trzy dni, to ja poproszę. Podwójną porcję, albo dokładkę od razu. 1 stycznia zaczął się późnym śniadaniem i wspólnym gotowaniem obiadu w rytm miękkiego soulu płynącego z winyli. Powstało chili con carne i może jakaś mała tradycja. Obiad w większym gronie. Popołudniowa kawa i wino już wśród kolejnych gości. Rozmowy ambasadorów i hymny państwowe... Oj, działo się. Płakaliśmy wszyscy. Ze śmiechu. A późnym wieczorem nocne kobiet rozmowy, już na Chełmie. Pobudka ok.8, pożegnanie Pati (niedługo w Krk :* ), kawa u Niego. Tam już kolejni goście (artystycznie...;) ). 'Ugotujemy coś razem?' 'Taaa, my Wam ugotujemy'. I powstało danie ciut indyjskie ;) Wino, rozmowy, wystawa rycin Dürera, partyjki Mastermind. Później chłopcy rapujący pod balkonem, z wielkim oldscholowym radiem na ramieniu, powitania i uściski, kolejne twarze. Gry w mafię, w państwa miasta...
Jak w kalejdoskopie. Bardzo kolorowym. Z ciepłymi kolorami. Wieczorem zostaliśmy we czwórkę (Ł., A., L. i ja). Dream team ;-) Trzy partyjki Rummikub, butelka ginu, masa jazzu, uśmiechów i wygłupów. Uwielbiam ich. Dobrze, że są zdjęcia. L. stwierdził,  że zostaje na noc. Skończyliśmy przed 2. Zostawiłyśmy chłopaków, pojechałyśmy do siebie i umówiliśmy się na kolejny wspólny obiad...
Niedziela zaczęła się ok.10, Anusia zrobiła śniadanie i herbatę. Później kawa, film...i powolne szykowanie, z którego nas bardzo szybko przekwalifikowano na tryb przyspieszony. Zostałyśmy zaskoczone w piżamach w stylu a'la Danusia Stenka ;) Za to potem w 10 minut ogarnęłyśmy siebie, mieszkanie i całą resztę. A oni się tylko uśmiechali. I stwierdzili, że wersja piżamowa była najlepsza ze wszystkich. Ich miny, kiedy zobaczyli domowy obiad, były bezcenne. 'Powiedz coś całym zdaniem...' 'Yyyy, jak wymyślę, zatkało mnie'. Zostałyśmy same ok.16, z dużą dawką nowego jazzu, bossa novy, pozytywnej energii i uśmiechem na twarzy. Zakupy, pranie, film, grzane wino... Czas dla siebie.
Kocham moje życie.
I Jego też, coraz bardziej. Jeśli to możliwe ;-)

Ściskam :*

p.s. wszystkiego dobrego w Nowym Roku dla Was wszystkich... :-)



skomentuj (3)


. 2009-12-15 09:31:47

Jestem w jakimś zawodowym marazmie. Przychodzę do pracy i odliczam czas do 16. Nie przypuszczałam kończąc studia, że wpadnę w takie bagno. Codziennie przeglądam portale z pracą i szukam czegoś lepszego dla siebie. Bo tu nie wyobrażam sobie pracować dłużej, niż będę musiała.
Moja metafora, którą wymyśliłam na początku, nadal jest słuszna. Szef marzy o wielkim żaglowcu, a nie umie utrzymać się na tratwie. Wszyscy udają, że pracują i jeszcze jeden drugiemu uwagę zwraca.
Pracowniczy koszmar absolwenta.
Tak wiem, powinnam skakać z radości, bo mam pracę i pensję, wiwatować na cześć szefa, który łaskawie dał mi zatrudnienie. Tylko jakoś nie mogę się wzbić nawet na centymetr w powietrze w tym radosnym skoku. Przeczekać, zacisnąć zęby i przeczekać.
I dalej spełniać marzenia.

Ściskam :*


skomentuj (5)


Panie Boże... 2009-12-08 09:08:11

...broń mnie od "wszystkowiedzącychnajlepiej" szefów, kierowników etc...:-]
Amen


skomentuj (2)


Ex libris 2009-12-07 15:55:29

Jest tylko kilka takich lokali, w których czas dla mnie staje i nie istnieją dla mnie żadne zegarki. Wczoraj, dzięki Ł., poznałam kolejny. Dobrze, że tu. Przypomniał mi się Poznań i 'Głośna samotność'. Tutaj jest Ex libris Cafe i chwile zwalniają bieg dzięki goracej czekoladzie i wygodnym fotelom.
Dobre zakończenie weekendu, podczas którego był rajd po marketach budowlanych, ale też (najprzyjemniejszy aspekt) sesja zdjęciowa u K&K :-)
Pozytywnie. Po raz pierwszy przyszłam w poniedziałek do pracy z uśmiechem i taką energią. Może to dzięki tej piątkowej akcji marketingowej pod kryptonimem święta, a może po prostu ten weekend tak na mnie wpłynął.

Lubię swoje życie. W każdym kawałku.

Ściskam!:*


skomentuj (2)


Codzienność 2009-12-02 15:53:32

Życie mi biegnie. Ważne, że pozytywnie.
Niedawno, a mam wrażenie że już wieki temu, była tu moja Ann. Przyjechała w sobotę z Poznania. Były i ploty, i śmiech, i penne z krewetkami i cukinią. Był spacer starówką gdańską i wieczorny Sopot. Jedna z lepszych imprez-Atelier. Powrót do domu nad ranem. I śniadanie z kolejnym gościem z Poznania. Masa pozytywnej energii. Godzinny listopadowy spacer wzdłuż plaży... Gofry na Monciaku, obiad w domu i niestety trzeba się było żegnać. Każda z nas miała baterie naładowane do granic możliwości jeszcze przez długi czas po tym weekendzie. Uwielbiam Cię Ann. Dobrze Cię było widzieć cały czas taką samą. Za takim właśnie Poznaniem będzie mi się na pewno czasami zdarzało tęsknić.

Dwa dni później pojechaliśmy z Ł. do Rumii. Do wariatów. Zrestartować się. I wyszło jak zawsze świetnie. Do 4 nad ranem były pogaduchy, wygłupy, zabawy typu: jakby się zachował? co byś wolał?, tańce (jak zawsze salsa), muzyka na żywo i wiele więcej. A poza wszystkim szalone i pozytywne wibracje. A następnego dnia było wspólne śniadanie, film i nagrywanie bajki w studio. 'Opowieść wigilijna' wyszła świetnie i już nie mogę się doczekać wysłuchania efektu końcowego! Kolejnego spotkania też :-)

Później była cała masa innych rzeczy, m.in.moja ciut nowa fryzura, kilka spotkań, wyjazd do domu (ten drugi w miłym towarzystwie i z długimi rozmowami) i inne sposoby ładowania baterii. A w tym wszystkim remont u Ł., moja praca, która doprowadza mnie do szału (i to jest zdecydowanie nudne już), Andrzejki u nas etc.

Tata odebrał dziś mój dyplom i wszystkie papiery z UAMu. Można powiedzieć-pozamiatane. I pomyśleć, że zaczynałam tu pisać z początkiem studiów. Trochę czasu minęło. Ale wciąż mnie coś tu ciągnie. Może już nie tak często, ale jednak.
Może to jest to, co kiedyś przeczytałam na czyimś blogu: o szczęściu się nie pisze, szczęście się przeżywa...
:-)

Nie będę już obiecywać, że napiszę wkrótce. Po prostu mam nadzieję, że sama siebie ogarnę! ;-)

Ściskam! :*



skomentuj (1)


Home... 2009-11-04 15:25:10

Już nie liczę ile czasu się zbierałam do pisania. I to nie jest kwestia weny (bo była) czy też tego, że nie ma o czym pisać (bo jest). Po prostu zbrakło czasu na spokojne pół godziny, żeby coś sensownego sklecić.
Tyle się dzieje...
Pracy więcej niż było. Mnóstwo papierologii! I co chwilę jakiś problem. Ale o 16 wychodzę i o tym nie myślę. Totalnie zdemotywowana jestem.
...
Taaa, właśnie wpadł mój szef i znowu zrobił z siebie palanta.
Mówi się trudno i żyje się dalej? ;p

Co było? Był weekend urodzinowy. Impreza Młodej (czuliśmy się staro!), dzień z rodzinką, tona prezentów. Cała ekipa ludzi, na których zawsze mogę liczyć. Rozmowy z bratem-studentem, tak bardzo czuły i kochany Ł., gołąbki na obiad specjalnie dla mnie... I ta masa życzeń. Ł. śmiał się, że przez całe życie tyle życzeń nie dostał, co ja w jeden dzień. Wieczorny powrót do Trójmiasta, a w mieszkaniu znajome uśmiechnięte twarze, szampan i masa śmiechu. Tata zrobił furorę!
Tydzień mijał bardzo szybko, jak wszystkie ostatnio. Była 'mała sobota' i ważne słowa...
Kolejny weekend kontynuował dzieło. Impreza urodzinowa. Nasza inwencja kulinarna zdała egzamin wybitnie ;) Wszystko smakowało. Zadowoleni i roześmiani przenieśliśmy się do klubu. Jak się później okazało-zatłoczonego niestety. I pal to sześć. Było dobrze. A najlepsze przyszło w niedzielę. Wyliśmy wręcz ze śmiechu. Najpierw było śniadanie (tosty), później spacer, późny obiad i 'pokaz mody' w łazience. Popłakaliśmy się wszyscy. Całą trójką. Ze śmiechu oczywiście.

Minęło już też Wszystkich Świętych. Dobrze, że brat postawił na swoim i zabrał mnie z cmentarza, bo bym tam została już chyba na stałe ;) Przymarznięta do podłoża. Ale poza tym-jak zawsze...masa wspomnień, ciepła herbata i rogaliki z konfiturą.

Teraz kolejna codzienność. Wczoraj wtorkowy babski wieczór i zakupy, dziś 'mała sobota'... ;)

I obietnica-pisać częściej.

Ściskam :*

p.s. ta notka powstawała 'z doskoku' cały mój pracujący dzień...ale się udało. o! i właśnie śpiewa mi Michael Buble...



skomentuj (3)


Perełki 2009-10-08 15:30:01

Mina zaskoczonej mamy była warta całego tego planowania. Nigdy nie widziałam tak zdziwionych rodziców, niż wtedy kiedy w czwartek o 21 stanęłam w drzwiach domu z imieninowym bukietem kwiatów. Ale miałam radochę! :)
'czy jest jeszcze jakieś wino?'
Cudnie. Moi.
***

Ta sama knajpka, co kiedyś. Ten sam klimat. Ta sama kawa. I muzyka. Spóźniona Pati ;)
Latte przyniesiona natychmiast i podgłośniona muzyka. Z głośników popłynął głos Norah Jones... I było jak kiedyś. A my cały czas takie same i inne jednocześnie. Trzy kroki dalej, niż wtedy. Z tą samą fantazją, zapałem i idealizmem.
'You've got a friend' :* Porozumienie bez słów. Uwielbiam. Iskierki w oczach.
***

Od lat to samo towarzystwo. Właściwie przyjaciele rodziny. Rodziców, moi też, coraz bardziej. Kolejny przetańczony i roześmiany wieczór. I poczucie bycia piękną.
***

'Istnieją ludzie, w których towarzystwie człowiek czuje się lepiej' (H.Ch.Andersen) Wysłałam takiego smsa po wtorkowym babskim spotkaniu. Ciepło mieszkania na poddaszu. Jedna fala. Cieszę się. Intuicja. Chyba.
***

Mnóstwo nowych słów, gestów, spotkań. Kocham.
I żyję swoim życiem.

Ściskam!


skomentuj (9)


Paryż... 2009-09-14 14:06:58

Rok temu spełniłam swoje największe podróżnicze marzenie. Wylądowałam w Paryżu.
Z trzema wspaniałymi KOBIETKAMI za towarzyszki. I dziś od rana wysyłamy sobie smsy. Każda w innym mieście Polski. Kraków, Poznań, Koszalin i Gdańsk. Ale jakoś tak pamiętamy, że to już rok. Niby nic, a jednak niesamowitą frajdę sobie tym sprawiamy.
CIASTKO KARMEL CZEKOLADA! :* I zielone słonie. I wszystko wtedy.
Jest co wspominać. Dziękuję za paryskie wspomnienia i milion uśmiechów.

Pojechałoby się znów...

ściskam :*



skomentuj (12)


Weekendowo 2009-09-11 10:10:10

Czerwone paznokcie, kawa w niebieskim kubku od rodziców, czarna klawiatura, ciepłe brzmienie Angie Stone, chmury za oknem, plany na weekend, chilli con carne, small talk... Tak lekko jesiennie się zrobiło. Lubię ten klimat.
Piątek.
Nareszcie :-)

Ściskam :*


skomentuj (2)


Sic! 2009-09-08 12:26:27

Mam dość swojej pracy. Po miesiącu. To jakiś rekord. Tego jeszcze nie było.
I mam zły dzień.



skomentuj (4)


 

2010
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień